e-Wczasy

wczasy, wakacje, urlop

Prusy Królewskie

20 lipiec 2012r.

Powiat stanowił jednostkę sądową administracyjną, a więc podatkową. Sądy ziemskie rozpatrujące sprawy cywilne między szlachtą odbywały się w Pucku, podobnie jak zjazdy szlachty sejmikującej. Obrady toczyły się bądź na ratuszu, bądź w kościele. Całe województwo pomorskie stanowiło jeden okręg sądowy, jeżeli chodzi o sprawy karne. Sąd grodzki miał siedzibę w Skarszewach. Sejmik partykularny wojewódzki odbywał się natomiast w Starogardzie. Wojewoda na roki sądowe zjeżdżał osobiście lub wysyłał zastępcę (podwojewodziego grodzkiego) trzy razy do roku. Oprócz sądu wojewodzińskiego odbywały się sądy powiatowe w samym mieście, którym przewodniczył sędzia ziemski z sądowymi, czyli ławnikami. Akta przechowywano na miejscu, na zamku. Osobliwością Prus Królewskich było to, że można było w księgach miejskich oblatować akty dotyczące również szlachty, przede wszystkim obejmujące sprawy majątkowe. Przepis ten był wydany dlatego, że sądy powiatowe składające się z urzędników pełniących swe obowiązki raczej honorowo często były nieczynne pod byle pozorem. Ten ustrój sądowniczy ustalił się dopiero w XVII w. i przetrwał do I rozbioru. Władzy administracyjnej w dziejszym rozumieniu tego słowa powiaty nie posiadały. Starostą grodowym, czyli sędzią wojewódzkim, był wojewoda. Dla zbierania podatków sejmik wybierał każdorazowo dwu poborców. Popisy szlachty zobowiązanej do pospolitego ruszenia przyjmował bądź wojewoda, bądź inny urzędnik ziemski, czasami zaś starosta, czyli użytkownik dóbr królewskich. Nazwa starostwo pochodziła stąd, że dawne posiadłości krzyżackie po wojnie trzynastoletniej przypadły królowi (utworzono z nich klucze, czyli starostwa niegrodowe), który oddawał je w dzierżawę lub zastawiał. Starosta królewski, czyli tenutariusz, nie miał żadnych uprawnień sądowych wobec szlachty powiatu, natomiast miał pełnię władzy nad chłopami królewszczyzn oraz mimo przywileju miasta, mógł wtrącać się w jego sprawy wewnętrzne. Ta ingerencja, odczuwana bardzo dotkliwie przez mieszczan, prowadziła często do długotrwałych i uciążliwych sporów i procesów. Należy jednak pamiętać, że starosta pucki był osobą znaczącą. Po pierwsze cieszył się zaufaniem króla, czego dowodem było nadanie mu dóbr, po drugie reprezentował jego interesy w powiecie, a biorąc pod uwagę, że leżał on przy granicy państwowej (morskiej), rola jego była szczególna, po trzecie jako człowiek zamożny, bo tylko tacy mogli mieć tenuty, odgrywał ważną rolę tak w życiu politycznym, jak i społecznym powiatu. Dlatego bez formalnego mandatu mógł być przywódcą szlachty swojego okręgu. Starostwo puckie zwrócone przez zaciężnych gdańskich oddał król Kazimierz Jagiellończyk zasłużonemu żołnierzowi wojewodzie pomorskiemu Ottonowi Machwicowi. Z okresu jego rządów (1471—1477) znamy tylko dwa przywileje: jeden dotyczy sołectwa we wsi Góra, drugi stanowi potwierdzenie starego przywileju dla wsi Gniewowa. Następcy Machwica: Fabian Mgowski (1477—1483), Mikołaj Wulkow-ski (1485—1489) oraz Otton Śmiełowski (1496) nie zapisali się w kronikach starostwa nawet potwierdzeniem lub wystawieniem nowych przywilejów dla administrowanych przez siebie wsi. Okres sprawowania przez nich godności starościńskiej można uznać za okres spokoju, a przede wszystkim odbudowy gospodarczej. Zadaniem pierwszorzędnej wagi było uporządkowanie gospodarki wiejskiej, ściągnięcie osadników, aby zrujnowane przez wojnę wsie mogły dawać wysokie dochody. Na podstawie przywileju inkorporacyjnego króla Kazimierza Jagiellończyka z dnia 4 III 1454 r. Prusy Królewskie cieszyły się dużą samodzielnością, otrzymały bowiem daleko idący samorząd terytorialny. Obsypywał król także i w następnych latach swoimi łaskami nowo odzyskaną dzielnicę. I tak w 1476 r. zniósł prawo polskie, niedogodne dla szlachty i wprowadził jednolite chełmińskie, które było korzystniejsze tak dla rycerstwa, jak i dla chłopów. W 1491 r. król Kazimierz Jagiellończyk zastawił starostwo puckie gdańszczanom za 5 tysięcy złotych węgierskich. Niewątpliwie wpłynęły na to pustki w skarbie, jak i starania gdańskiej rady, aby posiadać, a raczej kontrolować wszystkie porty w rejonie Zatoki Gdańskiej. Ponieważ następcy tego monarchy również nie mieli pieniędzy, aby starostwo wykupić i spłacić pożyczkę, znajdowało się ono w rękach mieszczan gdańskich przez 54 lata. Na przełomie XV i XVI w. odczuła ludność starostwa bardzo dotkliwie wystąpienia Szymona i Grzegorza Maternów przeciwko radzie miejskiej Gdańska. Tych dwu urażonych w swej dumie mieszczan gdańskich walczyło z macierzystą radą miejską i patrycjatem przez lat dwadzieścia. Przez ten cały okres nie udało się oddziałom wojskowym gdańskim rozbić bandy Maternów i zapewnić kupcom spokoju na drogach wiodących do Gdańska. Wszelkie poczynania były utrudnione także i tym, że Maternów popierała drobna szlachta kaszubska, a wojewodowie tolerowali rozboje. Takie stanowisko szlachty było wyrazem niechęci, a czasem wręcz wrogości do Gdańska. Płynęło ono z kilku źródeł, z których najważniejsze było to, że gdańszczanie lekceważyli swoich sąsiadów dumnych z posiadanych herbów, ale skorych do braku poszanowania prawa, a także mających chroniczne pustki w kieszeni i zależnych finansowo nie tylko od mieszczan gdańskich, ale i od kupców mniejszych miast. Trudność w zwalczaniu Maternów pogłębiał fakt popierania ich przez księcia zachodniopomorskiego Bogusława X. Władca ten, kiedy oddziały gdańskie naruszyły granicę w pogoni za bandą Materna, wystąpił przeciwko miastu. Miał on w swoim państwie kłopoty z mieszczaństwem i prawdopodobnie dlatego ujął się za wrogami rady miasta Gdańska. Najdotkliwiej odczuła ludność starostwa puckiego łupiestwa rebeliantów w 1505 r., kiedy to oddziały obu braci na tym terenie dopuszczały się rabunków na ludności wsi królewskich administrowanych przez urzędników rady miejskiej gdańskiej. Kres tym zamieszkom położono dopiero po wystąpieniu przeciw Maternom królewskich starostów. Pokonane w wojnie trzynastoletniej, ale nie zlikwidowane zupełnie państwo krzyżackie raz po raz występowało przeciw Koronie. Nie zawsze dochodziło do otwartej wojny, jednak intrygi wysłanników wielkich mistrzów docierały nie tylko do miejscowego społeczeństwa, ale sięgały Rzymu i dworu cesarskiego, a nawet do jakże odległej Moskwy. Chociaż starostwo puckie leżało na uboczu, a walki zbrojne toczyły się najczęściej na terenach położonych na wschód od Wisły, to jednak w 1520 r. podczas wojny z ostatnim wielkim mistrzem Albrechtem Hohenzollernem zaciężne wojska niemieckie pod dowództwem Wolfa Ysenburga i Wolfa von Schonburga splądrowały miasto Puck i okolice. Po sekularyzacji zakonu i hołdzie pruskim w 1525 r. aż do czasów wojen szwedzkich, czyli przez przeszło sto lat, wojska obce tylko wyjątkowo niepokoiły ludność starostwa. Mimo to znaczenie ziemi puckiej jako ważnego strategicznie okręgu będzie stale rosło przez cały wiek XVI i połowę następnego. Zygmunt Stary był pierwszym królem, który zwrócił uwagę na znaczenie posiadania floty i rozpoczął starania o jej budowę. Stworzony przez niego jej zawiązek opierał się przede wszystkim na kaprach, czyli na marynarzach i żołnierzach morskich, którzy otrzymywali od króla tzw. list zapowiedni stwierdzający opiekę królewską nad nimi, często tylko formalną. Część zdobytych łupów oddawali oni królowi, ale mimo to poniesionych przez nich strat monarcha im nie wynagradzał. Była to w owym czasie zwykła forma organizacji floty, zbliżona niewątpliwie do korsarstwa. Powołanie "strażników morza" łączy się nie tyle z walkami z wielkim mistrzem Albrechtem Hohenzollernem, ile ze zwalczaniem dowozu do portów rosyjskich sprzętu wojskowego potrzebnego Moskwie do wojny z Polską.

ocena 4,5/5 (na podstawie 4 ocen)

wczasy, wypoczynek, morze, historia